Kategorie: Wszystkie | dzień jak co dzień
RSS
sobota, 06 lutego 2010
Przeszłość
Spotkałem się z przeszłością.

Niby nie pierwszy raz, ale pewnie pierwszy raz tak świadomie, tak na zimno i tak bez emocji.

Wszystkie te "chciałbym ale przecież mam zasady" i "to miłe, ale przecież to tylko chwila tu i teraz, potem każde wróci do swojej rzeczywistości" stanęły na chwilę przed oczami.

I co? I nic. I "nawet nie wiesz jak miło cię znów zobaczyć" i "opowiadaj co u ciebie" i "do zobaczenia za rok".

I tylko te myśli że może trzeba było wtedy spróbować? Może nie trzeba się było na nic oglądać? Bo wszystko jest dla ludzi. I gdzie bym teraz był? Pewnie w tym samym miejscu w którym jestem.

Pewnie byłbym zaimpregnowany. Bo przecież wtedy nie byłoby tłumaczenia że nie takie były zasady, że ja byłem uczciwy, że jak tak można? Tyle bym miał ile radości z przeszłości.

A może to byłaby kropla po której by się wylało? A może wtedy "żegnam, nie mam ci nic więcej do powiedzenia" i brak emocji?

Wszystkie te rozważania kompletnie idiotyczne bo sam fakt, że w ogóle się tu pojawiły oznacza że coś było nie tak na samym początku. Że decydujemy o naszym życiu w kompletnej naiwności i niewiedzy. Czemu się potem dziwić?

Zacząłem się zastanawiać czy za 30 lat wolałbym powiedzieć "byłem zawsze fair" czy "ale była zabawa". I nie wiem...
11:49, the.raven
Link Komentarze (2) »
piątek, 13 listopada 2009
Dwa lata
Dwa lata z okładem. To niesamowite ile się zmieniło. Na gorsze. Bo zawsze się zmienia na gorsze.

Kiedyś, dawno dawno temu, zarzuciłem zwyczaj pisania osobiście o sobie. Osobiście choć przecież anonimowo. Czasem mi tego cholernie brakuje.

Ale może to i dobrze. Oszczędziłem wam mało pasjonujących międzyludzkich igrzysk przy których moje niegdysiejsze wątpliwości były mamrotaniem 5-latka który o życiu nie wie nic.

I chociaż obiektywnie zmieniło się na lepsze, to nie, nie stałem się ani mniej cyniczny. Nie zacząłem patrzeć na życie przez różowe okulary. Bo subiektywnie, subiektywnie cóż, mogło być znacznie lepiej. Mogło, i powinno.

Ale nie, dostałem to czego nie oczekiwałem i czego się nie spodziewałem. W zasadzie dostawałem to cały czas tylko o tym nie wiedziałem. A ja, idiota, miałem skrupuły.

Bywa. Nie ja pierwszy, nie ja ostatni. Może lepiej że to co było zostanie rylko w głowie. Czas swoje zrobi, już robi. Będzie... normalnie. Bo do zachwytów już trudno się zmusić.

Tak się, kurwa, kończy idealizm.

Na końcu i tak wybierzemy rozwiązanie wygodniejsze, a nie lepsze.
01:48, the.raven
Link Komentarze (3) »
czwartek, 20 września 2007
Przyjaźń
Nie zazdrości. Nie unosi się pychą. I tak dalej. Nie miłość. Przyjaźń właśnie.

Najbardziej podtrzymujące na duchu uczucie. Ostateczna instancja odwoławcza.

Po prostu. Tak normalnie. Bez gierek i dwuznaczności.

Przyjaźń jest ekskluzywna i właśnie taka powinna pozostać. Bo tak!
01:20, the.raven
Link Komentarze (2) »
niedziela, 16 września 2007
Bez decyzji
Uwielbiam leniwe weekendy. Takie, w które przez cale dwa dni nie robi się nic. Najchętniej nie ruszałbym się z łóżka. No chyba że do lodówki po piwo.

A potem uderza "życie ucieka ci przez palce". A niech ucieka.

Czuję się niegotowy do poważnych zmian, które mnie czekają. W zasadzie to czuję się niegotowy do jakichkolwiek zmian. Akceptacja status quo jest typowym odruchem obronnym w takiej sytuacji. Jak to z typowymi reakcjami, jest też reakcją złą.

Niedecyzyjność staje się moją cechą czy to tylko takie wrażenie?
19:48, the.raven
Link Dodaj komentarz »
środa, 18 lipca 2007
Decyzja
"Każdą decyzję można podjąć w ciągu 5 minut. Każdą."

Tak to ja jeszcze niedawno. To mi się trafiła taka której nie mogę podjąć od dwóch ponad miesięcy.

"Brak decyzji też jest decyzją. Złą."

To też ja jeszcze niedawno. Cóż. Wiem. I co? I nic. Czekam nie wiadomo na co.
00:18, the.raven
Link Komentarze (10) »
wtorek, 03 lipca 2007
Komplement
Ostatnio usłyszałem pod moim adresem dość dziwny komplement (nie bezpośrednio, ale zawsze). Z ust nastolatek dodam. Celny dodam (ach ta skromność).

Cóż, jeżeli jakaś nastolatka widzi coś atrakcyjnego w maławym, spasionym, złośliwym i wiecznie-na-bani kolesiu, to pozostaje wierzyć że coś tam w środku jednak jest (tylko znaleźć to dość trudno). Albo że tak świetnie się lansuje...

A w ogóle, to urlop był cudowny (choć krótki). Lubię to uczucie ciągłego, lekkiego rauszu i manie wszystkiego w dupie.
22:50, the.raven
Link Komentarze (3) »
sobota, 16 czerwca 2007
Najtrudniejsze problemy
Zawsze, odkąd pamiętam, wydawało mi się, że problemy które mam teraz, właśnie w tym momencie są najtrudniejsze. Najtrudniejsze ze wszystkich problemów jakie kiedykolwiek przyszło i przyjdzie mi rozwiązać.

I jakimś dziwnym trafem zawsze, kiedy przychodziły problemy późniejsze, były one jeszcze trudniejsze. Najtrudniejsze ze wszystkich... I wydawało się że już trudniejsze nie mogą...

A potem... A potem przychodziły nowe lepsze problemy. Najtrudniejsze...

Czasem mam wrażenie, że życie to taka maszyna zmuszająca nas do nauki. Za każdym razem kiedy wydaje nam się, że posiedliśmy już lekcję i wiszący nad nami bat w końcu zniknie, pojawia się następna, jeszcze trudniejsza, lekcja. I tak w kółko. A wszystko dawkowane tak żeby nas nie zabić - żeby nas wzmocnić.

A ja czasem tak bardzo chciałbym żeby było łatwo...
00:00, the.raven
Link Komentarze (2) »
wtorek, 08 maja 2007
Myśli
Raz jestem cudownie optymistycznie do wszystkiego nastawiony. Raz wszystko jest nie tak i czekam na kolejną złą wiadomość. Średnia jest OK, ale to chyba nie jest normalne że stan mi się zmienia z jednego na drugi kilka razy dziennie.

Entuzjazm dla danej pracy/środowiska/ludzi/itd jest zasobem nieodnawialnym. A nie gospodaruję nim w optymalny sposób.

Brak decyzji też jest decyzją. Złą. Kiedyś unikałem decyzji złych z defnicji.

Poczucie bezpieczeństwa jako potrzeba ludzka jest niedoceniane. Podobnie jak siła jaką potrafi dać ambicja. A kiedy one walczą we mnie spalam się szybciej.

Co mnie nie zabija wzmacnia mnie. A ze mną wzmacnia mój cynizm.

Takie tam pseudofilozoficzne wynurzenia...
20:19, the.raven
Link Komentarze (2) »
czwartek, 29 marca 2007
Wyjść
Wyjść z pracy i stwierdzając, że lubi się swoją pracę... bezcenne.

A przy okazji - przestawienie czasu dobrze mi zrobiło. W końcu wychodzę do domu za dnia.
00:13, the.raven
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 20 marca 2007
Optymistycznie
To dziś dla odmiany będzie optymistycznie. Dziś przeczytałem maila z upierdliwymi pytaniami od szefa. Odpisałem mu optymistycznie. Dziś dyskutowałem z naszym handlowcem. I to była optymistyczna dyskusja. Dziś rekrutowałem. I to był optymistycznie niestracony czas. Dziś spadł śnieg. I nawet śnieg był dziś optymistyczny.

"Gdyby były same piękne chwile, nie wiedziałbym że żyłem."

To chyba po to ma się doły żeby potem docenić normalność. Taką normalną normalność. Optymistyczną.

Brzmię jak nie ja, prawda?
01:08, the.raven
Link Komentarze (8) »
środa, 28 lutego 2007
Plotki
Plotki jakobym miał się poddać okazały się mocno przesadzone, choć przez jeden dzień byłem tego bliski. Sam już nie wiem co mnie pcha do przodu: ambicja, strach czy lenistwo. W każdym razie oto ja, z maską zadowolenia na twarzy, wiedzący co robić i potrafiący pociągnąć za sobą innych. Pozytywnie.

Wielką siłą (każdego) człowieka jest umiejętność dostosowania się do (prawie) każdych warunków.
01:10, the.raven
Link Komentarze (8) »
wtorek, 20 lutego 2007
Tak smakuje
Wstałem. Nie zagoniłem resztek ambicji. Nie przywdziałem uśmiechu numer trzy. Nie wiedziałem co robić. I wszystko było nie tak.

Właśnie tak smakuje porażka.

Kurwa mać.
23:17, the.raven
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 lutego 2007
Biednemu zawsze wiatr w oczy
Biednemu zawsze wiatr w oczy. A pusta połowa szklanki jest zawsze na wierzchu.

Enuzjazm zeszłego tygodnia ulotnił się jakby nigdy go nie było. Ręce, które góry miały przenosić nagle nie dają rady małemu kamieniowi. Stabilność nastroju to prawie zapomniana przeszłość, a rozdrażnienie to codzienność.

W tym wszystkim coraz trudniej znaleźć politycznie poprawny uśmiech dla wszystkich dookoła. Coraz trudniej stać spokojnie i grać wiedzącego co robić lidera, kiedy tak naprawdę nie wiadomo co robić. Zewsząd dochodzą sygnały zupełnie sprzeczne, jakby złośliwie chcące jeszcze bardziej zamieszać w głowach. Niedługo każda dobra informacja będzie traktowana z podejrzliwością. Przecież nam nic dobrego zdarzyć się nie ma prawa.

"To nie tak miało być, zupełnie nie tak. Cały świat miał być nasz, tylko go brać." Ta zgarana płyta trzeszczy raz jeszcze nadając swoją starą, jakże celną, prawdę w świat.

Stres zagnieździł się w końcu w okolicach uczucia głodu. Tak, to te same okolice, w których u tych zakochanych odmieńców mieszka miłość. A wracając do stresu, starego oszusta, to w końcu wygrał. Tak długo udawało się przed nim bronić, najpierw bez wysiłku, potem jakoś tak odruchowo, wreszcie coraz mocniej angażując w to swoje siły. Walka coraz bardziej beznadziejna kończy się zgodnie z przewidywaniami. Porażką.

Uśmiech jest sztuczny. Świetlana przyszłość to mżonka. Fundamenty tego gmachu sypią się od dawna.

No dobra, szklanka mimo wszystko jest do połowy pełna, a za mgłą jest plaża, dziewczęta w bikini i drinki z parasolkami. I dlatego jutro wstanę, zagonię do galopu resztki ambicji. Przywdzieję swój uśmiech i będę znowu tym samym gościem, który wie co robić. Będę zdecydowany, przekonany do swoich racji, zorganizowany i optymistyczny. Kto jeśli nie ja?
23:36, the.raven
Link Komentarze (5) »
wtorek, 30 stycznia 2007
Postanowień się nie dotrzymuje
To miejsce zawsze służyło mi m.in. do wylania od czasu do czasu swojej frustracji, czy też zmęczenia otaczającą rzeczywistością. To nie tak, że wszystko jest źle. Nie. Jest dobrze. Tak ogólnie to jest bardzo dobrze, o ile nie fantastycznie. Mam dach nad głową, co do garnka włożyć itp, żeby zacząć od rzeczy oczywistych, które uważamy za (niepodzianka) oczywiste.

Problemy z kolei oczywistymi wcale mi się nie wydają. Szczególnie moje problemy. One są takie wyjątkowe. Cokolwiek... Któżby chciał o nich słuchać? Nieważne. Pisząc o nich, co mnie to obchodzi? Idzie w mniejszą lub większą próżnię...

Wiedząc to z premedytacją wykorzystam to cokolwiek martwe miejsce do wylania swojego zmęczenia. A co? Wolno mi.

Jestem zmęczony. Jestem zmęczony na własne życzenie. Jestem zmęczony bo w pełni świadomie do tego doprowadziłem. Jestem zmęczony i chciałbym żeby to była wina kogoś innego.
18:58, the.raven
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 24 kwietnia 2006

Czas się żegnać. Nie tak to sobie wyobrażałem. Ale brakuje mi i czasu i pomysłów żeby to mało jakiś sens. Narzekanie bez sensu jest bez sensu. Pisanie bez celu dla samego pisania podobnie. Ta formuła się wyczerpała jakiś czas temu. Energia do walczenia z tym również.

Jak zawsze – coś się kończy coś się zaczyna. Może kiedyś jeszcze się "zobaczymy". Było miło. Thx.

19:02, the.raven
Link Komentarze (67) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7